Dajmy sobie szansę, postawmy na stadion narodowy w Warszawie

Jeszcze nigdy, jak dzisiaj, polska drużyna narodowa w rugby, nie była tak blisko rozegrania meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie . To najnowocześniejszy stadion w kraju, mogący pomieścić ponad 50 tysięcy widzów. To także „oczko w głowie” naszej obecnej władzy, a i przyszłej pewnie też. Na razie, jest także prestiżowym miejscem dla potencjalnych sponsorów. To wreszcie gdzie, jak nie tam, ma grać nasza kadra, tak ważne i prestiżowe mecze jak eliminacje PŚ?
Najbliższą okazją jest termin 30 marca 2013 roku i mecz z Ukrainą. Dodatkowego smaczku sprawie nadaje, poprzedzający nasze wydarzenie, mecz piłkarzy nożnych, także z naszym sąsiadem ze Wschodu w ramach eliminacji do mundialu w Brazylii.
Nasi rugbiści także są w trakcie gier eliminacyjnych do PŚ w Londynie w 2015 roku. Jak na razie nasza narodowa 15 wygrała dwa trudne mecze z Czechami (29:3) w Pradze oraz Niemcami (22:13) w Gdańsku, a przed nimi arcyważny pojedynek z Ukrainą.

To zespół, który był już naszym rywalem w eliminacjach do PŚ w 2011 roku. Wtedy to Polacy dwa razy musieli uznać wyższość rywali i to oni awansowali do Dywizja A. Grając tam, co prawda, nie odegrali w niej większej roli, ale zdobyli doświadczenie , którego tak bardzo dzisiaj nam brakuje.
Konfrontacje z ekipami z Rosji, Rumunii, Gruzji ( to już etatowi uczestnicy PŚ w rugby) oraz zespołami z Hiszpanii i Portugalii, które radzą sobie coraz lepiej w tych rozgrywkach, byłyby ogromnym wyzwaniem i sprawdzianem dla naszego rugby w perspektywie udziału w PŚ.

Dlaczego tak ważny jest ten mecz?

Po pierwsze – Ukraińcy, to obok Niemców, nasi najgroźniejsi rywale do awansu do Dywizji A, a tym samym możliwości grania w barażach z 3 drużyną tej dywizji o baraż interkontynentalny , czyli walkę o ostatnie wolne miejsce w PŚ. Mecz na takim obiekcie wykrzesze z naszych zawodników ostatnie pokłady ambicji i woli walki i da wiarę, także kibicom, że „wszystko jest możliwe”

Po drugie – promocja dyscypliny, poprzez organizację tej imprezy w tak prestiżowym miejscu jakim jest SN.

Po trzecie – zbudowanie projektu medialnego dla Polskiego rugby, skoro stać na to football amerykański, to dlaczego my ze swoją 90 letnią tradycją rugby w Polsce, mamy dalej być postrzegani (nie bez własnej winy) jako dyscyplina „niszowa”

Po czwarte – aktywizacja polskiego środowiska rugby, a być może i tego zagranicznego, w poszerzaniu bazy sportowej i organizacyjnej dyscypliny.

Po piąte – jesteśmy teraz 3 dyscypliną w rankingu gier zespołowych w Polsce (przed nami tylko siatkarze i piłkarze ręczni) i trzeba ten argument wykorzystać medialnie, tworząc zręby nowoczesnego oraz transparentnego sytemu szkolenia i zarządzania Związkiem ( patrz PZPN).

Po szóste – skupienie uwagi na głównych celach rozwojowych dyscypliny w oparciu o reprezentację oraz profesjonalną ligę ( poza strukturami PZR). Tylko rozwój zawodników w najlepszych klubach w Polsce i ich staże zagraniczne przyczynią się do „skoku cywilizacyjnego” naszego rugby. Mam tu na myśli ich przygotowanie mentalne oraz świadomość uczestnictwa w realizacji celów, które są przed nimi stawiane ( np. awans do PŚ).

Wszystko to, może być oczywiście zrealizowane, pod jednym wszak warunkiem , że najbliższy Zarząd PZR ( 7 grudnia) podejmie decyzje o organizacji tego meczu przez struktury związku , a nie jak dotychczas oddanie ich w ręce klubu. Z całym szacunkiem dla wysiłku klubów organizujących mecze, to nie są one w stanie, bez zdecydowanego wsparcia struktur PZR ( o ile takie istnieją) zorganizować promocji meczu reprezentacji, aby na trybunach zasiadło kilkanaście tysięcy widzów ( w przypadku Gdyni ograniczeniem jest tu także obiekt).

A tak naprawdę jest to ostatnia szansa dla członków obecnego Zarządu, na zapisanie się w historii polskiego rugby, jako tych , co zastali polskie rugby „drewniane a zostawili murowane”.

Jarosław Nowicki