Mecz Polski z Ukrainą widziany z szatni

W Wielką Sobotę polscy rugbiści pokonali w Gdyni Ukrainę 13:12 po bardzo ciężkim meczu, pokazując charakter i wielką wolę walki do końcowego gwizdka arbitra. Oto jak wyglądał ten mecz widziany „od środka” oczami jednego z zawodników – Adriana Chróściela.

Na stronie do obejrzenia cały mecz

Przygotowując się do meczu z Ukrainą wiedzieliśmy jak ważny jest to dla nas mecz. Wygrana w tym spotkaniu pozwalała nam zachować miano jedynej niepokonanej drużyny w naszej dywizji, ponadto dawała komfort psychiczny przed następnymi meczami oraz bezcenne punkty. Ponadto przy okazji naszego meczu dużo osób zwracało uwagę na korespondencyjny pojedynek z piłkarzami, którzy niedawno Ukrainie ulegli.

Wspólnie z drużyną przygotowywaliśmy się już od środy na zgrupowaniu w Cetniewie, gdzie mieliśmy zapewnione komfortowe warunki. Na zgrupowaniu stawiliśmy się niemal w komplecie, brakowało tylko kontuzjowanego Erica Piórkowskiego. Podczas treningów trenerzy Tomasz Putra i Lionel Perrin koncentrowali się na realizacji naszego ofensywnego systemu gry. Ćwiczyliśmy stałe fragmenty gry i organizację defensywy. Codziennie mieliśmy kilka sesji wideo, podczas których mogliśmy obejrzeć mecze Ukrainy z Niemcami i Czechami. W treningach formacji młyna pomagali nam również dwaj trenerzy z Francji, szkolący się pod okiem trenera Putry.

Do meczu przystępowaliśmy niezwykle skoncentrowani, mając w głowie świadomość, iż stoimy przed historyczną szansą odniesienia pierwszego zwycięstwa nad naszym wschodnim sąsiadem. Podczas ostatniego przedmeczowego treningu zaczęliśmy się nieco obawiać o aurę i stan boiska, gdyż zaskoczyła nas śnieżyca. Na całe szczęście organizatorzy stanęli na wysokości zadania i sztuczna murawa Narodowego Stadionu Rugby była bardzo dobrze przygotowana w sobotni wieczór. Mimo zimowej temperatury oraz nadchodzących Świąt Wielkiejnocy trybuny wypełniły się niezwykle żywiołowo dopingującymi sympatykami rugby. Głośne okrzyki kibiców słychać było nieprzerwanie od naszego hymnu aż do pomeczowego świętowania. Należy pochylić czoła przed zgromadzoną publicznością, gdyż była naszym szesnastym zawodnikiem i na pewno przyczyniła się do odniesienia wygranej.

Sam mecz nie układał się tak, jak tego oczekiwaliśmy. Ukraińcy zaskoczyli nas świetną grą formacji ataku, która szczególnie w pierwszej odsłonie narobiła sporo problemów naszej defensywie. Było to dla nas spore zaskoczenie, gdyż relacje wideo z ich poprzednich spotkań pokazywały, że swą grę opierają głównie na formacji młyna. Gdy już po pierwszym kwadransie przegrywaliśmy 3:12 w naszą grę wkradła się nerwowość. Mimo przewagi terytorialnej i w posiadaniu piłki, w pierwszej połowie nie udało nam się powiększyć naszego dorobku punktowego.

Nie realizowaliśmy założeń taktycznych i choć wielokrotnie znajdowaliśmy się w pobliżu pola punktowego gości to zawsze w ostatnim momencie czegoś brakowało do zdobycia kolejnych punktów.

W przerwie meczu w szatni padły mocne słowa. Reprymenda trenera Putry oraz przeprowadzone w drugiej połowie zmiany dały pozytywny efekt. Każdy z wchodzących zawodników pragnął zrobić wszystko, aby odmienić losy meczu.

Gra zaczęła wyglądać ciekawiej choć nie miało to przełożenia na nasz dorobek punktowy. Z minuty na minutę robiło się przez to coraz bardziej nerwowo. Ponadto Ukraińcy często prowokowali nas w przegrupowaniach, czego skutkiem były dwie bójki zakończone czterema czerwonymi kartkami. Paradoksalnie, strata dwóch zawodników oraz poczucie jedności wywołane wspólną walką na pięści pomogły nam. Gdy na 10 minut przed końcem Alex Beccauau przechwycił piłkę i zdobył przyłożenie w słupach, podwyższone następnie przez Davida Chartiera, zaczęliśmy szturm na gości. Mądrze i dokładnie związany maul autowy pozwolił nam złapać Ukrainców na karnego, którego bez problemów wykorzystał Chartier, wyprowadzając nas po raz pierwszy na prowadzenie.

Od tej pory z niecierpliwością oczekiwaliśmy na końcowy gwizdek młodego arbitra ze Szkocji. Mimo prób nacierających gości nie byli oni w stanie przedrzeć się przez naszą obronę, a gdy w końcu popełnili błąd, po którym sędzia zakończył spotkanie, mogliśmy wspólnie z publicznością rozpocząć śpiewanie naszej ulubionej przyśpiewki. Słowa „Polska to pany, biało-czerwone szatany” niosły się jeszcze długo po meczu.

Zwycięstwo cieszy, zwłaszcza odniesione w takich okolicznościach i okupione taką walką. Nie możemy jednak zapominać, iż nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Wola walki i charakter cieszą, lecz musimy pamiętać, że z taką dyspozycją nie możemy oczekiwać sukcesów w rywalizacji z zespołami lepszymi od Ukrainy. Warto jednak pamiętać, że nie sztuką jest wygrać kiedy idzie dobrze, a zwyciężyć przy słabej dyspozycji. Dlatego też uważam, że świetnie się stało, że już za niecałe dwa tygodnie czeka nas mecz z silną Mołdawią, w którym mam nadzieję pokażemy ciekawszy i lepszy styl gry, no i oczywiście wrócimy z Kiszyniowa z tarczą.